„Kiedyś traktowałem wszystkich dobrze, teraz z wzajemnością”
przyznam, że ten cytat z Hopkinsa nie daje mi spokoju. Odkąd pamiętam jestem w
fazie „dobrze” i nie wyobrażam sobie co by się musiało stać żebym zmieniła
zdanie. Jednak dlatego jestem rozdarta, iż w chwilach trudnych tak zwanej
niesprawiedliwości czuję, że mogłabym przejść na etap „z wzajemnością”.
Niedługo później dopadają mnie wątpliwości dlaczego nie zawsze mam traktować
ludzi dobrze. Wychodzę z założenia, że na to jaka dana osoba jest składa się
szereg czynników, przeżyć, doświadczeń. Nie uważam, że ktoś jest z natury zły,
tylko niestety stało się w jego życiu coś co sprawiło, że już nie do końca dobry
jest. Tak tylko dlaczego ja każdego potrafię usprawiedliwić i nadstawiam drugi
policzek. Ile mogę wierzyć, że ta osoba się ogarnie i tak naprawdę jakby mogła
coś zmienić byłaby dla mnie dobra. Tu jest właśnie tez zgrzyt ta ciągła gonitwa
myśli. Czy zmiana nastawienia byłaby zwycięstwem czy porażką. Czy do
przekonania, że należy mi się jak najlepsze traktowanie się dorasta czy
świadczy to o zgorzknieniu. Od razu zaczynam sobie wyobrażać sytuację, że
wszyscy ludzie odpłacają się sobie tym samym i nagle świat staje się tak
strasznie zły. A tak naprawdę bycie miłym i życzliwym na co dzień przecież tak
dużo nie kosztuję. Jak mantra wracają do mnie myśli, ze jeśli każda osoba
byłaby dla siebie dobra, jak pięknie by było. Może to trywialne, ale przecież
prawdziwe i zupełnie proste. Po co pamiętać zwady, pogrążać się w nienawiści
jak największą zemstą jest właśnie wybaczenie. Ja sama w codziennej gonitwie
zapominam, że jednak życie jest krótkie i zdecydowanie należałoby się skupiać
na tym, co ma realną wartość, gniew i kłótnie raczej jej nie mają.
(httpwww.onebillionrising.orgwp-contentuploads201402Justice_380.png)


0 komentarze:
Prześlij komentarz