Search

Content

0 komentarze

"A ja jestem, proszę pana, na zakręcie"

Pięć dni po osiem godzin przez 20 ileś dni nic nie robienia. Projekt, który współtworzyłam właśnie się kończy, trzymają jeszcze garstke moich współpracowników i mnie żeby doprowadzić całość do końca. Roboty jest mało, żeby nie powiedzieć, że nie ma jej wcale, w związku z tym na myślenie czasu jest mnóstwo. O tym, że znów trzeba wszystko zaczynać od nowa, że wszelkie zajęcia jakie miałam w życiu były krótkie i nic niewarte. Choć staram się ze wszystkich sił nie potrafię uciec od myśli, że jedyne do czego się nadaję to siedzenie i udawanie, że pracuję. Niestety aktualnie nie umiem mieć o sobie dobrego zdania i przyznam, że bardzo cierpię, bo nie mam pojęcia jak zmienić swoje życie zawodowe. Myślę, że żal i smutek mógłby być mniejszy gdyby nie społeczeństwo, które określa mnie przez pryzmat posiadania bądź nie posiadania roboty. Boli mnie, że przejmuje się zdaniem ludzi, którzy mają o mnie lepsze zdanie, bo mam pracę w chujowym projekcie, ale ją mam. Jak zajmowałam się domem przez wiele miesięcy byłam dla ludzi bezwartościowa, bo co to za wysiłek, co to za zajęcie a pamiętam, że nie leżałam wtedy do góry brzuchem. Jednak nie miałam nad sobą zniszczonego dyrektora korporacji, to znaczy że byłam nikim. I mimo tego, że staram się ludziom nie tłumaczyć z sytuacji w jakiej się znajduje, bo to właściwie moja sprawa jednak gdzieś tam w środku dotykają mnie ich bezmyślne osądy, bo nie mają pojęcia jaką walkę, żeby poradzić sobie z zażenowaniem toczę każdego dnia. Nie wiem i nigdy nie wiedziałam czym chce się zajmować zawodowo i to jeden z moich największych koszmarów, to coś co codziennie wprawia mnie w bezdech i nieustające poczucie strachu. Ta niewiadoma niszczy moje dni, chociaż naprawdę mam wszystko o czym marzyłam a nie potrafię być szczęśliwa. Strasznie chcę pracować, rozwijać się, robić coś co ma sens. Nigdy nie czułam że moim powołaniem jest zajmowanie się domem ale każda kolejna porażka zawodowa sprawia ze czuje się tam po prostu bezpiecznie. Życie daj jakiś znak...


Czytaj więcej »
0 komentarze

To nie apteka!

Od dziesięciu miesięcy i 6 dni pracuję w trzeciej w swoim życiu korporacji. O tym, że to dla mnie dramat nie będę teraz pisać, bo to temat na oddzielny wpis. Teraz chciałabym wspomniec o pewnym fakcie jaki zaobserowałam na przestrzeni lat. Otóż wykonywanie swoich obowiązków "na odwal się". Gdy pracowałam na "słuchawce", po tygodniu szkolenia musiałam już być kompetentnym pracownikiem, bo tego przede wszystkim oczekiwał klient, bo co go to obchodzi, że jestem nowa. Nie potrafiłam sobie poradzić z moim ciagłym zażenowaniem wynikającym z braku doświadczenia a co za tym idzie z brakiem wiedzy. Było mi tak nieprawdopodobnie wstyd, że nie jestem w stanie wykonać swojej pracy na 100%, że nie jestem profesjonalna i rzeczowa. Ku mojemu zdziwieniu współpracownicy zupełnie nie rozumieli o co mi chodzi. Nie mieli najmniejszego problemu z faktem, że nie znają odpowiedzni na wiele pytań klientów, mieli jednak na tyle dużą chęć wybrnięcia z niekomptenecji z twarzą, że śmiało wprowadzali klienta w błąd, żeby "wyżej" nie wydało się, że czegoś nie wiedzą. Ja po każdej rozmowie gdy nie ogarniałam jakiegoś zagadnienia, próbowałam ustalić wszystkie możliwe fakty z nim związane żeby tylko podobna porażkowa sytuacja się nie powtórzyła. Inni w takim "doszkalaniu" się nie widzieli sensu, wiec notorycznie popełniali te same błędy. W obecnej pracy spotykam się z masą nieścisłości wynikających z niedbałości pracownika, z jego lenistwa i braku chęci do wykonywania swoich obowiązków porządnie. Nie potrafię tego pojąć. Ciśnie mi się na usta: dostajesz wypłatę za wykonaną pracę dlaczego sie do jej wykonywania nie przykładasz?! Wielokrotnie od swojego przełożonego słyszałam o co ci chodzi "to nie apteka" taki tekst nieustannie wprawia mnie w osłupienie. Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem, ale może to juz tak jest, że nie wszytsko da się zrobić na tip top tylko ja jeszcze o tym nie wiem?




Czytaj więcej »
0 komentarze

Wspaniali Goście!

Pewnego wrześniowego dnia miałam wielkie szczęście i niewątpliwą przyjemność wziąć ślub. Każdy kto tego rodzaju imprezę organizuję zapewne się orientuję, ze kwestia zaproszeń może zamienić nawet najbardziej spokojną osobę na świecie w kłębek nerwów. Nie przypuszczam, żeby były od tej reguły wyjątki jeśli mowa o tradycyjnym weselu. Przychodzi taki moment, ze wszystko się komplikuje począwszy od wyboru zaproszeń przez ilość zaproszonych osób do finalnej listy gości. I tak strasznie nie mogę zrozumieć jak to możliwe, że potencjalni goście nie zdają sobie sprawy jak wiele muszą przejść młodzi, żeby każda konkretna osoba otrzymała zaproszenie z którego sobie absolutnie nic nie robi. Nie muszę wspominać o podstawowej kwestii, że skoro wręczamy/wysyłamy komuś zaproszenie to szalenie zależy nam na tym, aby dana osoba była z nami w tym jedynym i ekstrawyjątkowym dla nas dniu. Jak to możliwe że zaproszona osoba jeśli już nie może/nie chce przyjść nie jest w stanie nas o tym poinformować. Jest to tak okrutne i egoistyczne, że choćbym nie wiem jak się starała nie potrafię tego pojąć. To gdzina czyjegoś czasu w dniu o którym wie od miesięcy, GODZINA... była garstka osób, która nie przyszła, ale uprzedziła/ przeprosiła nas za to jednocześnie składając piękne życzenia i to było bardzo miłe. Jednak znaleźli się tacy, ktorzy nie dali znać, że dostali zaproszenie, nie pofatygowali się na ślub i wciąż milczą. Jest mi naprawdę bardzo przykro. W kółko zadaję sobie pytanie czy mogłam się aż tak pomylić, że zapraszane przez nas osoby mają nas gdzieś? Może nie jest to koniec świata, ale co sie
stało z dobrymi manierami czy chociażby ciepłym słowem dla kogoś kto czuje zawód. To nasz jeden jedyny dzień i naprawdę czuję, że mam prawo wymagać szacunku i dobrego zachowania. Byłam na 8 ślubach w tym roku, na tylu na ile zostałam zaproszona w kilku przypadkach było to pół godziny mojego czasu w innych półtorej i tak bardzo się cieszyłam, że mogę być z Młodymi w tak ważnej dla nich chwili. Dlaczego jestem tak osamotniona w swoim myśleniu...nie wiem

                                                       (http://images.idiva.com/media/content/2013/Jul/how_to_snag_your_dream_wedding_destination.jpg)
Czytaj więcej »
0 komentarze

Kiedyś traktowałem wszystkich dobrze, teraz z wzajemnością

„Kiedyś traktowałem wszystkich dobrze, teraz z wzajemnością” przyznam, że ten cytat z Hopkinsa nie daje mi spokoju. Odkąd pamiętam jestem w fazie „dobrze” i nie wyobrażam sobie co by się musiało stać żebym zmieniła zdanie. Jednak dlatego jestem rozdarta, iż w chwilach trudnych tak zwanej niesprawiedliwości czuję, że mogłabym przejść na etap „z wzajemnością”. Niedługo później dopadają mnie wątpliwości dlaczego nie zawsze mam traktować ludzi dobrze. Wychodzę z założenia, że na to jaka dana osoba jest składa się szereg czynników, przeżyć, doświadczeń. Nie uważam, że ktoś jest z natury zły, tylko niestety stało się w jego życiu coś co sprawiło, że już nie do końca dobry jest. Tak tylko dlaczego ja każdego potrafię usprawiedliwić i nadstawiam drugi policzek. Ile mogę wierzyć, że ta osoba się ogarnie i tak naprawdę jakby mogła coś zmienić byłaby dla mnie dobra. Tu jest właśnie tez zgrzyt ta ciągła gonitwa myśli. Czy zmiana nastawienia byłaby zwycięstwem czy porażką. Czy do przekonania, że należy mi się jak najlepsze traktowanie się dorasta czy świadczy to o zgorzknieniu. Od razu zaczynam sobie wyobrażać sytuację, że wszyscy ludzie odpłacają się sobie tym samym i nagle świat staje się tak strasznie zły. A tak naprawdę bycie miłym i życzliwym na co dzień przecież tak dużo nie kosztuję. Jak mantra wracają do mnie myśli, ze jeśli każda osoba byłaby dla siebie dobra, jak pięknie by było. Może to trywialne, ale przecież prawdziwe i zupełnie proste. Po co pamiętać zwady, pogrążać się w nienawiści jak największą zemstą jest właśnie wybaczenie. Ja sama w codziennej gonitwie zapominam, że jednak życie jest krótkie i zdecydowanie należałoby się skupiać na tym, co ma realną wartość, gniew i kłótnie raczej jej nie mają.


                                                                                (httpwww.onebillionrising.orgwp-contentuploads201402Justice_380.png)

Czytaj więcej »
0 komentarze

Na dobry (mam nadzieję) początek

A zatem, w związku z rosnącą potrzebą wyrzucania z siebie swoich przemyśleń ma temat otaczającego mnie świata, postanowiłam robić to tutaj :) taadaaam.




Czytaj więcej »