Naście lat temu straszono nas, że kontakty międzyludzkie zaginą, że internet zastąpi styczność z drugim człowiekiem, że ludzie będą tak zabiegani, że o spotkaniach w realnym świecie będzie można zapomnieć, że nie będzie więzi międzyludzkich...myślałam, ja pierdole, co to za fatalistyczna wizja, bez kitu, przecież nie jesteśmy jakimiś robotami, ani półmózgami, żeby nie brakowało nam prawdziwej relacji z drugim istnieniem. No to się chyba kurwa pomyliłam. Kojarzycie taką scenkę jak setny raz piszesz do kogoś, ale nie możecie się zgadać? chuj, że mieszkacie 7!minut drogi od siebie samochodem i 30! pieszo, ale zawsze coś, albo jak składacie komuś życzenia urodzinowe (na messengerze) i wspólnie ustalacie "no musimy się spotkać, kooooooniecznie" i nigdy się nie spotkacie, albo jak czekacie tydzień, żeby ktoś odpisał na pytanie "to kiedy się widzimy", mimo, że odczytał wiadomość niezwłocznie po jej otrzymaniu albo jak ktoś wcale nie odpisuję albo w ogóle sam nie pisze? Świat zwariował. Nie rozumiem wszechobecnego braku czasu, brania na siebie multum obowiązków, które kosztują nas masę zdrowia, pieniędzy i właśnie czasu. Co z tego, że się dorobisz, zajebiście wyremontujesz chatę, jak nie będziesz miał z kim, tego dorobku dzielić, jak nie będziesz miał kogo do tej chaty zaprosić. Boli mnie to okrutnie, chce więcej czasu spędzać z ludźmi, próbować zatrzymać to szaleństwo, które na nas spływa, ale jestem w tym sama, samiusieńka. Nie widzę refleksji u ludzi na temat upływającego czasu i tego czy spędziliśmy go w wartościowy sposób. Jedno! mamy życie, dlaczego nad niczym się nie zastanawiamy, dlaczego nie jesteśmy tu i teraz, dlaczego nie potrafimy się zatrzymać? Czy wyrosło pokolenie egoistów? Czy wyrosło pokolenie materialistów? Czy wyrosło pokolenie aspołecznych ludzi? Boli mnie, że tak mało mogę dla kogoś znaczyć, ze wystarczą mu spotkania dwa razy do roku. Tak się złożyło, że blisko pięć miesięcy temu pojawił się w moim domu syn, są bliskie mi osoby, które go jeszcze nie poznały. 5 miesięcy! A mieszkamy w tym samym mieście!!! ba w tej samej dzielnicy! i to nie jest kurwa LONDYN tylko Łódź. Czy to jest normalne? nie! Nie umiem się z tym pogodzić i chyba nawet nie chcę, nie potrafię otworzyć oczu innym. Myślę sobie to poniżające, ja się nie będę prosić, jak ktoś nie chce nawet napisać, bo chyba o spotkaniu to już totalnie mogę zapomnieć, to nie! Tylko dokąd mnie ta postawa zaprowadzi? Co dzień się zastanawiam i nie potrafię wybrnąć. Rozum mi podpowiada, musisz to zaakceptować, takie są realia, ale serce krwawi. A może mnie się tylko wydaję, że jestem lepsza, może ja też powinnam odzywać się więcej? Ja na te pytania umiem odpowiedzieć, ale nie mnie je trzeba zadać. Nie tracę nadziei, bo to nie w moim stylu, ale póki co jeszcze z lekkim niepokojem patrzę w przyszłość.
 |
| [źródło https://iamfearlesssoul.com/building-healthy-relationships-self-development/] |