Znacie to uczucie gdy tak wiele z siebie dajecie dla drugiej osoby a ona tego nie docenia? Borykam się z tym zjawiskiem odkąd pamiętam,jednak z biegiem lat w pewnym sensie radzę sobie coraz lepiej. Im jestem starsza tym bardziej rozumiem, że mnie nie może zależeć bardziej. Jednak o ile w przypadku osób, które zwyczajnie lubię a one mnie nie doceniają, akceptacja tego zjawiska z czasem wychodzi mi całkiem nieźle, to problem zaczyna się kiedy pomija mnie ktoś bardzo bliski mojemu sercu. Wkurzam się ostro, obiecuję sobie, że to ostatni raz, bo ile można, ale gówno to nic nie daje. Poczucie porzucenia i niesprawiedliwości wraca do mnie jak bumerang, bo nie potrafię się aż tak oszukać. W kółko zadaję sobie pytanie dlaczego tak się dzieje, przecież ta osoba wie jaka jest dla mnie ważne i zrobiłabym dla niej wiele i nie dba o to? Wciąż się łudzę, że nie znam prawdziwych powodów, a może one by mnie zabiły?:] Może ludzie już myślą, że to oczywistość i moje zaangażowanie się im należy. Większość poradziłaby mi żebym odwróciła się na pięcie, zajęła sowimi sprawami, ale nie potrafię, poza tym do czego to doprowadzi. Nikt mnie nie złamie, nie zejdę ze swojej ścieżki po prostu nie mogę i nie chcę, bo to nie byłabym ja, jednak jest trudno. Jeśli ktokolwiek doświadczył takiego zachowania z mojej strony to okropnie przepraszam, naprawdę. Może mnie też niedocenienie spotkało nieświadomie i to chyba jedyne co mnie trzyma przy życiu, choć wciąż ciężkie do przełknięcia.
(www.struggletovictory.comwp-contentuploads2012077-11-12-misunderstood.jpg)



