Pięć dni po osiem godzin przez 20 ileś dni nic nie robienia. Projekt, który współtworzyłam właśnie się kończy, trzymają jeszcze garstke moich współpracowników i mnie żeby doprowadzić całość do końca. Roboty jest mało, żeby nie powiedzieć, że nie ma jej wcale, w związku z tym na myślenie czasu jest mnóstwo. O tym, że znów trzeba wszystko zaczynać od nowa, że wszelkie zajęcia jakie miałam w życiu były krótkie i nic niewarte. Choć staram się ze wszystkich sił nie potrafię uciec od myśli, że jedyne do czego się nadaję to siedzenie i udawanie, że pracuję. Niestety aktualnie nie umiem mieć o sobie dobrego zdania i przyznam, że bardzo cierpię, bo nie mam pojęcia jak zmienić swoje życie zawodowe. Myślę, że żal i smutek mógłby być mniejszy gdyby nie społeczeństwo, które określa mnie przez pryzmat posiadania bądź nie posiadania roboty. Boli mnie, że przejmuje się zdaniem ludzi, którzy mają o mnie lepsze zdanie, bo mam pracę w chujowym projekcie, ale ją mam. Jak zajmowałam się domem przez wiele miesięcy byłam dla ludzi bezwartościowa, bo co to za wysiłek, co to za zajęcie a pamiętam, że nie leżałam wtedy do góry brzuchem. Jednak nie miałam nad sobą zniszczonego dyrektora korporacji, to znaczy że byłam nikim. I mimo tego, że staram się ludziom nie tłumaczyć z sytuacji w jakiej się znajduje, bo to właściwie moja sprawa jednak gdzieś tam w środku dotykają mnie ich bezmyślne osądy, bo nie mają pojęcia jaką walkę, żeby poradzić sobie z zażenowaniem toczę każdego dnia. Nie wiem i nigdy nie wiedziałam czym chce się zajmować zawodowo i to jeden z moich największych koszmarów, to coś co codziennie wprawia mnie w bezdech i nieustające poczucie strachu. Ta niewiadoma niszczy moje dni, chociaż naprawdę mam wszystko o czym marzyłam a nie potrafię być szczęśliwa. Strasznie chcę pracować, rozwijać się, robić coś co ma sens. Nigdy nie czułam że moim powołaniem jest zajmowanie się domem ale każda kolejna porażka zawodowa sprawia ze czuje się tam po prostu bezpiecznie. Życie daj jakiś znak...
Czytaj więcej »

